Pamiętamy go jako Witię, syna Pawlaka. Dziś pan Jerzy Janeczek po mistrzowsku przywraca świetność zabytkowym meblom.



  Czasem żartuje, że urodził się z "genem podróżnika". - Wędrówka od kraju do kraju, od miasta do miasta została mi "zadana" w dzieciństwie - mówi Jerzy Janeczek, niezapomniany odtwórca roli Witi Pawlaka w trylogii Sylwestra Chęcińskiego.
Urodził sie w Itzehoe w Niemczech, bo tam poznali się jego rodzice, wywiezieni na przymusowe roboty. Kiedy Jurek miał rok, rodzice wrócili do Polski, lecz nie do swoich stron pod Częstochowę, ale na Dolny Śląsk do Żarowa.
   Tam po raz pierwszy obejrzal spektakl teatralny, gdy do jego miasteczka przyjechał teatr objazdowy. Do dziś pamięta swój zachwyt, swoje przejęcie i radość płynącą z poznania innego świata. - To było jak magia, pod jej wrazeniem jestem do dziś.

Zaczął od najwyższej półki. Debiutował rolą króla.

   Od tej pory co roku grał w szkolnych przedstawieniach, występował na akademiach. - Debiutowałem niezle, bo jako król. Mój król Ćwieczek nosił brodę z waty, a na głowę założono mi tekturową koronę. Mimo to wyglądałem godnie - żartuje pan Jerzy.
   Wieczorami marzył o kolejnych rolach, w dzień żył jak każdy chłopak w jego miasteczku. Chodził do szkoły, bawił się z kolegami, grał w piłkę, ale też interesowały go losy ludzi, kt orzy tak jak jego rodzice przybyli tu z innego świata.poznał wielu wysiedleńców z kresów wschodnich, co pomogło mu pózniej wczuć się w filmową rolę jednego z nich - Witi Pawlaka.
   Kiedy skończył 10 lat, rodzina przeniosła się do Pszczyny na Górnym Śląsku. Tam rozpoczeła się jego przygoda z filmem, z zupełnie innej nieoczekiwanej strony. Do Polski dotarła właśnie druga fala wysiedlonych ze Wschodu.Objęto ich akcją repolonizacyjną, w której jako uczeń liceum wziął udział. - Raz w tygodniu, czasami częściej, jezdziłem po lekcjach pociągiem od wsi do wsi, od miasteczka do miasteczka z ciężkim aparatem projekcyjnym w jednej ręce i szpulami filmów w drugiej. Byłem jednoosobowym kinem objazdowym - żartuke pan Jerzy. Wtedy - wybrał aktorstwo. Ale do szkoły teatralnej we Wrocławiu nie dostał się. Udało się pózniej - i tak został studentem wydziału aktorskiego słynnej filmówki w Łodzi.Debiutował po pierwszym roku w filmie "Cierpkie głogi". - Nie było to mile widziane przez profesorów, którzy uważali, że aktor musi najpierw skończyć studia - wspomina pan Jerzy. Rok pózniej dostał najsłynniejszą rolę swe gożycia - Witi Pawlaka.

 

Pojechał z kabaretem do USA. Postanowił tam zostać


   Podczas realizacji filmu nikt nie spodziewał się, Ze będzie to aż taki wielki sukces. - Przez trzy miesiące po premierze prawie nie wychodziłem z domu. Uliczna popularność krępowała mnie, czułem zażenowanie - mówi pan Jerzy. Skromny pozostał do dziś. Dziwi się, gdy kilkunastoletnie "gwiazdy", bez studiów aktorskich i na ogół po jednym filmie mówią: "jestem aktorem"!.
   Po dyplomie rozpoczął wędrówkę po Polsce. Od teatru do teatru, z planu filmowego na plan. W 1986 r, gdy dyrekcję Teatru Dramatycznego w Warszawie objął Zbigniew Zapasiewicz, nie przedłużył z nim kontraktu. Z trzema kolegami załozył kabaret i objechał cały kraj. Rzadkie wizyty w domu sprawiły, że jego małżeństwo rozpadło się. Był już po rozwodzie, kiedy słynny impresario polpnijny Jan Wojewódka zaprosił kabaret do USA. Po kilku tygodniach pan Jerzy postanowił zostać w Chicago.

 

Jest jednym z liderów Polonii w Seattle


   - Bez pomysłu na przyszłość, na zasadzie "jakoś to będzie". Zamieniłem jedną biedę na drugą, tyle ze w luksusowych dekoracjach. Przez kilka lat towarzyszył mi tam jednak strach; bo nie miałem pozwolenia na pobyt, na pracę i mogłem być deportowany. O karierze w Hollywood i na Broadwayu nawet nie marzyłem; nie znałem języka. Poza Joanną Pacułą nikomu się to nie udało, a próbowało wielu - wspomina.
   On był realistą. Postanowił nauczyć się nowego zawodu, bardziej w Ameryce przydatnego. Został konserwatorem zabytkowych mebli i w tym zawodzie pracuje do dziś. A co z życiem prywatnym? Szczęście zaczęło się do niego uśmiechać, kiedy poznał panią Emilie. Przebywała w Stanach 6 lat dłużej, dobrze znała język i otrzymała atrakcyjną propozycję pracy jako dokumentalistka w kancelarii adwokackiej w Seattle, w najnowocześniejszym mieście Ameryki. Tam zamieszkali, pobrali się i stanowią zgodne, wzbogacające się duchowo małżeństwo.
   Pan Jerzy jest jednym z liderów tamtejszej Polonii. Założył amatorski "Teatr przy Osiemnastej", wydaje Gazetkę Polską, napisał także "Dzieje emigracji polskiej w stanie Waszyngton". Nigdy nie zapomniał o Polsce. Przyjeżdzają co rok, czytają nasze gazety. - Za rok wracamy na stałe. Już kupiliśmy siedlisko blisko Warszawy, gdzie zamieszkamy na stare lata - mówi pan Jerzy.

Henryk Urbanowski