Sami swoi z Tymowej



   Wszyscy z pewnością oglądali film Sylwestra Chęcińskiego pt. "Sami Swoi". Film jest oparty na książce "Sami Swoi" której autorem jest Andrzej Mularczyk. Opisał on losy swojego wuja Jana Mularczyka (filmowy Kazimierz Pawlak). Cała historia jest w większości oparta na faktach a rozgrywała się ona właśnie we wsi Tymowa...

Autor scenariusza, Andrzej Mularczyk, zaczerpnął pomysł na opowieść o repatriantach zza Buga ze wspomnień rodzinnych. Jak sam powiedział w jednym z wywiadów prasowych, pierwowzorem Kazimierza Pawlaka był stryj Jaśko, który osiedlił się na ziemiach odzyskanych. Wybrał wieś Tymowa ponoć tylko dlatego, że zobaczył pasące się na łące krowy swego sąsiada z Boryczówki, z którym był skłócony.

Poniżej znajduje sie fragment książki "Sami swoi z Boryczówki", który opisuje scenę w której Jan Mularczyk (filmowy Kazimierz Pawlak) zobaczył krowę swojego sąsiada z Boryczówki Polakowskiego. Nie osiedliłby się w Tymowej gdyby po krowie nierozpoznał, że tutaj są juz "sami swoi". Nierozpoznałby też krowy sąsiada gdyby się nie wyróżniała spośród innych, a mianowicie "cały korpus miała biały, jedynie głowa i szyja miały brązowe ciapki mniejsze od dłoni."

 

"...Pytają się, dlaczego ludzie wyjeżdżają?
- Po prostu władze zalecają, a my się obawiamy.Takie straszne czasy, ludzi mordują. - odpowiada ojciec.
- Czy was napadnięto, lub kogoś zamordowano? kobieta patrzy pytająco.
- Wprawdzie ostatnio nie było takich wypadków, ale mogą się zdarzyć. -mówi ojciec.
- Bądźcie spokojni nie zdarzy się. Proszę powiedzieć ludziom, że nikomu włos z głowy nie spadnie, mogą mieszkać i żyć tutaj razem z nami.
- Czy wasze gwarancje wystarczą? Cóż wy możecie - odpowiada ojciec
- Możemy, możemy i gwarantujemy. A czy skutecznie! Na pewno słyszeliście o mnie! Jestem Genia!Bywajcie zdrowi i pamiętajcie co wam mówiłam. Żyjcie tu bez obaw!
Gdy usłyszałem z kim rozmawiałem, mróz przeleciał'mi po grzbiecie i w dniu następnym szybko mszyłem na stację w Trembowli - wspominał ojciec.
Załadowani do wagonów towarowych ruszają na zachód, by po dwóch tygodniach dotrzeć na stację w Sieniawce. W Sieniawce mają się zatrzymać na dwie doby, a następnie, o ile nic dla siebie nie znajdą, zostaną skierowani do Gubina. Ojciec umawia się z maszynistą, który samą lokomotywą jedzie do Głogowa, a wieczorem będzie wracał. Razem z Piotrem Muszyńskim wsiadają do parowozu. Po drodze przejeżdżają obok ładnie położonych wsi. Nie dojeżdżając do Gwizdanowa widzą kilka sztuk pasącego się bydła na polu koło torów. Ojciec zobaczył krowy i zakrzykną.
- Piotr. Tam se nasi! Krowa Polakowskiego! Panie maszynisto. Zatrzymaj pan!
- Zaraz będzie stacja Gwizdanów.
Parowóz stanął. Wysiedli. Muszyński miał wątpliwości, jak można z tak daleka poznać krowę z Boryczówki. Jednak jak się okazało można było, bowiem krowa była dziwnej, niespotykanej maści. Cały korpus miała biały, jedynie głowa i szyja miały brązowe ciapki mniejsze od dłoni. Naprawdę niezwykła maść. Ojciec twierdził później: „W Argentynie widziałem tysiące krów o różnej maści, ale takiej nigdy". Okazało się że istotnie w Rudnej i Brodowie osiedleni są Boryczowianie, którzy wcześniej wyjechali.
- A zatem można się osiedlić. Czego też dokonano, osiedlając się w Tymowej..."
Scenę z rozpoznaniem krowy wykorzystał później w swoim scenariuszu do filmu „Sami swoi" Andrzej Mularczyk, jednak w filmie pokazano zwykłą, czarno-białej maści krowę. Gdyby taką miał Polakowski, nigdy by nie została rozpoznana.
O ile pamiętam, repatrianci z tego transportu osiedlali się w Tymowej, Rudnej i Wądrożu. Tymowa to duża wieś ciągnąca się kilka kilometrów wzdłuż szosy. Niemcy jeszcze nie wyjechali i nasi osiedleńcy musieli mieszkać razem z nimi. W tejże wsi kilka większych gospodarstw zajęli Rosjanie. Z nimi też trzeba było sobie ułożyć życie..."

 

W filmie znalazło się też wiele pomysłów nawiązujących do osobistych przeżyć Wacława Kowalskiego (odtwórca roli Pawlaka), który pochodził z Kresów Wschodnich, z Janowa Podlaskiego.

 



 

artykuł pochodzi ze strony: www.tymowa.pl