Sami swoi z Dobrzykowic

 

Niepozorna, mała wioska z cebulastą wieżą barokowego kościółka strzelającą w niebo. Kilka uliczek uciekających w zieleń ogrodów. Wjeżdża się tu z wielkomiejskiego gwaru w inny świat gdzie życie płynie powoli, wręcz statecznie. Po obydwu stronach drogi kulą się domostwa chroniące opiekuńczo swoich mieszkańców. Można by rzec, jedna z tysięcy. Ta wieś jednak jest chyba najbardziej znana w kraju i urasta do rangi gorąco upragnionych miejsc, które chciałoby się odwiedzić.

Go takiego sprawia, że to miejsce, jako atrakcję turystyczną można ustawić w szeregu obok tchnącego duchem polskości Wawelu, powstałej z ruin siłą pragnień mieszkańców stolicy, czy uroku stada mew przelatującego nad wiecznie ruchliwymi falami Bałtyku?

W zacisznej uliczce za kościołem stoją dwa przedzielone płotem domy, których nie widać z głównej drogi. Ale to w tym miejscu rozpoczęła się największa przygoda ich mieszkańców i całej miejscowości.  W latach sześćdziesiątych uliczka zapełniła się na długi czas ekipą filmowców, którzy między innymi przed tymi domami nakręcili sceny najlepszej polskiej komedii "Sami Swoi''.

Wówczas to mieszkańcy Dobrzykowic jeszcze nie zdawali sobie sprawy z tego, jakie wspaniałe dzieło powstaje w tutejszych plenerach. Nikt  wówczas nie spodziewał się, że powstanie opowieść o ich niedawnej repatrianckiej odysei przedstawiona przez reżysera Sylwestra Chęcińskiego w tak barwnych i chwytających za serce scenach. Dwaj bohaterowie filmu, Pawlak i Kargul, którzy wraz z rodzinami przenieśli się po wojnie na ziemie zachodnie i jako pierwsi osadnicy tu zamieszkali, poza swoim przewożonym w towarowych wagonach dobytkiem pzenieśli również odwieczny konflikt między tymi dwiema rodzinami, który był pretekstem do powstania wielu wspaniałych komediowych sytuacji. Ciężka codzienna praca w  polu, troska o rodzinę, o gospodarstwo, tęsknota starszego pokolenia za pozostawioną gdzieś daleko ojcowizną ukazane w filmowym scenariuszu były bardzo bliskie tutejszym mieszkańcom bo to odzwierciedlało ich własne losy.  Często słyszy się tutaj słowa: "pan Ghęciński pokazał w  filmie nas, to o nas jest ten film''.

Ogromny sukces komedii spowodował powstanie kolejnych jej części, filmu "Nie ma mocnych" oraz "Kochaj albo rzuć", będących kontynuacją losów bohaterów i ich rodzin. Kolejne ościenne miejscowości zostały wykorzystane jako plenery. Już zresztą w pierwszych scenach filmu "Sami swoi" oglądamy opustoszały peron stacji kolejowej w pobliskiej Czernicy, gdzie rodzina Pawlaka wita Jaśka przybyłego z Ameryki. Urokliwa uliczka z pochylonymi nad zieloną łąką szpalerem drzew we wsi Nadolice Małe, przenosi się w filmie "Nie ma mocnych" przed zagrody Pawlaka i Kargula. W Dobrzykowicach Pawlak  "z min oczyszczał" pole, a dzieciaki pływały w starej szafie po stawie nieopodal kościoła. Pod jego murami, na maleńkim cmentarzu pochowano babcię Pawlakową.

Wykorzystanie tych plenerów w trylogii komediowej Sylwestra Chęcińskiego nadało im magię, przyciągającą rzesze odwiedzających, którzy pragną choć parę chwil przebywać w tej swojskiej atmosferze. Na nas mieszkańców również nałożyło sporo obowiązków. W roku dwutysięcznym zawiązał się Komitet Organizacyjny, w skład którego weszli sołtys wsi Halina Popiołek, mieszkańcy filmowych posesji - Janusz i Tadeusz Daleccy oraz kilku mieszkańców wsi. Celem działań komitetu było umieszczenie i uroczyste odsłonięcie tablicy pamiątkowej w miejscach gdzie powstały kultowe sceny trylogii komediowej, przed domami filmowego Pawlaka i Kargula i oczywiście spopularyzowanie tego miejscowości, którą każdy znał z ekranu telewizora, ale niekoniecznie wiedział gdzie ona się znajduje.

Od tej pory rozpoczęły się dni wypełnione ciężką pracą. Uroczystemu odsłonięciu tablicy pamiątkowej miał towarzyszyć festyn, na który zaproszono twórców filmu oraz występujących w nim aktorów. Przygotowywano program, nawiązywano współpracę z telewizja, radiem i prasą. Dużo starań wymagało pozyskiwanie sponsorów. Powstało logo imprezy, plakat i jego oprawa plastyczna. trzeba było również zaprojektować tablicę pamiątkową, tak aby jej treść stanowiła odzwierciedlenie zaistniałych tu wcześniej zdarzeń. Wsród mieszkańców zostały zebrane zabytkowe przedmioty i rekwizyty, które potem były eksponowane na małej muzealnej wystawie w pobliskim budynku szkoły. Mieszkańcy wioski poprawili estetykę swoich posesji. Dzieci i młodzież małymi grupkami czyściły pobocza i trawniki wzdłuż wszystkich uliczek. Było mnóstwo spraw do załatwienia, a ich cięzar spoczywał nie tylko na komitecie organizacyjnym, pozostali mieszkańcy również włączyli sie do pomocy.

W lipcu tego roku powstał dla telewizji Polsat jeden z odcinków programu p. Jolanty Krysowatej "Podejdz do płota", w którym wystąpili liczni mieszkańcy, oraz goście z Lubomierza, gdzie powstały sceny miejskie komediowej trylogii.

1/1