Ochrzczona przez samych swoich

 

 

Niektórzy zwracają się do niej Aniu, choć ma na imię Maria. Nie pojechala do Ameryki i nie zmywała w kuchni talerzy za dolary, zarabiała za to marki pracując w polu w Niemczech. A tam Polacy wołali na nią Pawlaczka, mimo że jej nazwisko brzmi równie swojsko- Zielonka. Choć losy Marii z Chrzastowy Wielkiej zbiegły się z dziejami bohaterów "Samych swoich", jej życie nie ma w sobie nic z komedii. 

 

 

  Było upalne lato 1967 roku, gdy podwrocławskie Dobrzykowice podzieliły się.Centrum wsi przeniosło się spod koscioła na podwórko przegrodzone płotem.Po jednej jego stronie stanął wysoki, kościsty Kargul, po drugiej - mały, krępy Pawlak. Trwaly żniwa.Sporo miejscowych było zajętych pracą, pozostali zajęci byli tym, co działo się na sąsiedzkim podwórku. A było na co popatrzeć.Rozjuszony Pawlak ku rozpaczy żony obcinał rękawy własnych koszul. W odpowiedzi wściekły Kargul tłukł gliniane garnki. Szkoda bo swoje. Witia kupił kota , za którego dał dwa worki pszenicy, żeby koła od roweru nie wspomnieć. Kot jednak trwfil w niewole do Kargula, za co skończył marnie z rąk Pawlaka. A wszystko to działo się w swietle kamer, posród kabli wijących się po podwórku, sztabu obcych ludzi.

 

  Gdy centrum Dobrzykowic uleglo magii kina, Marysia Zielonka miała trzy latka. Mama wzięła ją na ręce i wyszła na ulice przed dom, by rzucić okiem na te czary. Zza wysokiego plotu dzielącego Pawlakowo-Kargulowe podworko od szosy niewiele było widać.

 

- Stałam tam chwile, gdy podeszla do mnie kobieta. Powiedziala, że jest z filmu i zapytala, czy dziecko nie mogłoby wziąć udziału w paru scenach. Czemu nie? - pomyślałam i poszłam za nią - opowiada Jadwiga matka Marysi.Wiele lat temu opuściła rodzinne Dobrzykowice i przeniosla się do Wroclawia - Minęło tyle czasu. Gdyby pani zaraz po tym przyjechala, to bym naopowiadała, a tak...

 

 

Jak Maria została Anią

 

 

 Maria: - byłam małym dzieckiem i nic nie pamiętam. Nie nadaję się do opowiadania. Jak mnie do telewizji zaprosili, to się przed kamerą poplakalam i nic się nie dowiedzieli

 

.   Tym razem nie płacze. Ma 37 lat i dwójke dzieci. Krystian nieuchronnie zbliża sie do pełnoletności.

 

O tym że grałam w filmie "Sami swoi", dowiedziałam się, jak już chodziłam do szkoly podstawowej. Wtedy ci z filmu znowu przyjechali, żeby kręcić drugą część i mama mi powiedziała, że występowałam w pierwszej - mówi Maria. Wszystkie dzieci biegły po lekcjach, żeby zobaczyć co się dzieje na planie, ale mnie to kino jakoś nie ciągneło.

 

 Na planie "Nie ma mocnych" koleżanki dowiedziały się że Marysia grała w "Samych swoich". Od tej pory przechrzciły ją na Anie.   A Marysia nie grała wnuczki Pawlaka, tylko jego syna Pawełka, upiera się jej mama Jadwiga. - Jedna scena to była taka, jak Pawlak mial w stodole plagę myszy i jego matka stała z Marysią na rękach. W drugiej scenie to Pawlak niósł Marysie, jak szedł Kargula wołać, żeby mu matke wyspowiadal, bo ksiądz tylko po niemiecku mówi. Tą drugą to kręcili we Wrocławiu, w Hali Ludowej. Przyjemnie było. Specjalnie po mnie przyjechali, zawiezli i w ogóle - wspomina Jadwiga. Wie pani, we wsi to ludzie wiele lat takie rzeczy pamiętają, opowiadają, tylko czasem coś niecoś przekręcą i tak Marysię przemianowali na Anię Pawlaczke

 

To nie był film

 Maria z ukrycia podglądała jak filmowa Ania w Dobrzykowicach wychodziła za mąż - Wszystkie dzieci z okolicy poszły zagrać w scenie z wesela. Moje starsze siostry też brały w niej udział - opowiada. - Ja nie poszlam, bo się wstydziłam. Moze gdybym wtedy trafiła do filmu, to moje życie potoczyłoby się inaczej - zastanawia sie.


  Jak filmowa Ania

 

  Maria zakochała się od pierwszego wejrzenia, jak Ania wyszla za mąż, mając 19 lat - Poszłam z siostrą na mecz pilki noznej i tam poznałam Marka - opowiada Maria. - Chodzilismy ze sobą rok. Wtedy już mieszkalam we Wrocławiu, ale Marek do mnie przyjezdżał. Rodzice nie sprzeciwiali się malzeństwu. Na wiejskie wesele nie bylo pieniędzy, więc imprezę zorganizowano we wrocławskim mieszkaniu. Potem Maria przeniosła się do męża do Chrząstawy. Reszta znacznie odbiegla od filmowego scenariusza.
  Maria lubi wieś, czuje się tu dużo lepiej niż w mieście. Mimo że stroni od bycia w centrum uwagi, w Chrząstawie wszyscy ją znają. Na codzień chowa się za sklepową ladą jako kasierka. Mimowolnie stala się osobą publiczną, bo w takiej wsi, gdzie nie ma kawiarni ani baru, sklep to centrum wydarzeń. Nie mogłabym pracować w biurze, zanudziłambym się na amen - mówi Maria. - Lubię swoją pracę.
 Cały świat Marii kręci się wokół dzieci i Chrząstawy. - Jak byłam mała, to widziałam trochę Polski, jezdziłam na kolonie. Na wczasy potem nigdy nie było pieniędzy. Poza tym, ile ja bym wytrzymała na takim wypoczynku? - mówi Maria siedząc na ganku swego domu. - Jak jadę do mamy do Wrocławia, to kiedy wracam, muszę zaraz obejść wszystkie kąty i sprawdzić czy przypadkiem nic się nie zmieniło. Najgorzej jest, kiedy jadę na dwa miesiące do pracy do Niemiec. Bardzo tęsknię.
 Maria i jej mama nie mają żadnych zdjęć ani pamiątek z planu filmowego. Nie mają nawet kasety z "Samych swoich". Ale film widziałam z dziesięć razy - mówi Maria. Chociaż za telewizją to ja nie przepadam.

 

 

Agnieszka Korzeniowska

Zobacz również artykuł : Czy mała Ania to ja?