Komedia sarmacka




  "Sami swoi" w reżyserii Sylwestra Chęcińskiego i według scenariusza Andrzeja Mularczyka to na pozór komedia obyczajowa o tematyce wiejskiej. Brzmi to niezbyt zachęcająco - rzadko udaje się u nas wyprodukować dobry film komediowy, a cóż mówić o komedii wiejskiej! Tymczasem okazuje się , że nie jest to niemożliwe, jeżeli sięgnie się do narodowej spuścizny komediopisarskiej. Jest to skarbiec nieprzebrany, gdzie można znalezć wzory na każdą okoliczność.
  Film Mularczyka i Chęcińskiego bierze swój rodowód z prastarych spraw Polaków, prawda że niechlubnych, przewijających się mimo to przez naszą historię. Ile w niej było niekończących się kłótni o sukcesję po przodkach, o majątek i ziemię; ile pieniactwa, wiechrzycielstwa, gwałtu, samowoli! Waśnie między możnowładcami wywoływały wojny domowe, przenoszone na grunt szlachecki - powodowały długotrwałe procesy, przeplatane rękoczynami. Spór między sąsiadami o ziemię, o miedzę - stał się w polskiej tradycji przysłowiowy, wywierał wpływ na sztukę. Nie darmo najbardziej klasyczną polską komedią jest "Zemsta o mur graniczny" Fredry, niezrównany opis sarmackich charakterów i obyczajów.
  Cóż z tego, że bohaterowie filmu "Sami swoi" - krewki , ale w miarę sprytny i rozaądny Pawlak , i jego antagonista, równie krewki, lecz bardziej prymitywny Kargul - są chłopami, a nie szlachcicami, skoro losy ich rodów wyznacza dawna sarmacka tradycja, a zagorzała od lat i przechodząca z pokolenia na pokolenie nienawiść odciska się krwawymi bójkami, gwałtem i pieniactwem? Tradycja ta przetrwała bowiem tu i ówdzie, towarzyszyła się osiedleniu milionów ludzi na Ziemiach Zachodnich. Przejechawszy setki kilometrów, osiedleńcy przenosili na nowe ziemie stare obyczaje, charakterystyczny styl życia, gwarę i akcent. Następowało zderzenie dawnych nawyków z nowymi, nieznanymi warunkami życia, z niespokojną i nie ustabilizowaną rzeczywistością pierwszych powojennych lat. Stara świadomość określała nowy byt, ale z czasem nowe, lepsze warunki życia musiały eównież począć oddziaływać na świadomość. Okazało się że te przemiany kryją w sobie nie wyzyskane dotąd możliwości komediowe.
  Komizm filmu wynika z umiejętnego połączenia trzech elementów:cech sarmackiej komedii obyczajowej, usytuowania jej w określonych warunkach historycznych i okraszenia tego wszystkiego harakterystyczną kresową gwarą, która - przynajmniej dla uszu współczesnego pokolenia - ma w sobie niejakie akcenty humorystyczne. Scenarzysta Mularczyk przyrządził z tego zgrabny coctail, który pewnie wyzyskała sprawna realizacja Chęcińskiego i wyborna gra całego zespołu aktorskiego; na najwyższe uznanie zasługują kreacje Wacława Kowalskiego w roli Pawlaka i Władysława Hańczy jako Kargula.
  Film składa się z ciągu groteskowych scen, których dramatyzm wyznaczają przełomowe wydarzenia z życia obu zwaśnionych rodów. Konstrukcja na pozór bezładna, pozwalająca jednak na celne rozgrywanie i akcentowamie point, a przy tym usprawiedliwiona wspomnieniami Pawlaka (film wyraża jego punkt widzenia). Reżyser kładzie główny nacisk na rozgrywanie poszczególnych sytuacji, mniejszą uwagę zwracając na rysunek charakterów, które są założone niejako z góry. A sytuacje te dają kolejno asumpt do zgody, kiedy chodzi o dobro wspólnych interesów w chwilach wspólnego zagrożenia lub też wydarzeń losowych - porodu, chrztu, zgonu - i znowu ... powód do swarów. Sprzyja temu groteskowa sceneria, wyolbrzymiająca bliskie sąsiedztwo obu zagród i przypominająca usytuowanie sceny teatralnej.
  Jedyny wątek, który konsekwentnie przewija się poprzez wszystkie sceny filmu, to miłość syna Pawlaka - Witi i córki Kargula - Jadzki. Ten mariaż zakończy długotrwałą waśń, wieńcząc logicznie komediowe perypetie i nawiązując wyraznie do klasycznych pierwowzorów:"Pieniacza" Krasickiego czy "Zemsty" Fredry. Nawet przyjazd zza oceanu starego wichrzyciela Johna Pawlaka nie będzie już w stanie niczego zmienić. Współcześni Sarmaci muszą sie pogodzić.
  To zakończenie wygląda na historyczny symbol. Na Ziemiach Zachodnich rośnie nowe pokolenie osadników - czasy są spokojniejsze, byt ustabilizowany. Czyżby więc zmierzch odwiecznego tematu?

Film 1967 nr. 38