Ilona Kuśmierska

 

Lubiana aktorka i reżyser dubbingów. Kilka lat temu niemal cudem przezyła wypadek samochodowy. Stopniowo dokonujac wielkiego wysiłku, wróciła do pracy. W zeszłym roku opracowała jako reżyser dubbingu polską wersje językową filmu "Jezus z Nazaretu". Odżyła zawodowo i prywatnie, czyta poezję, dużo czasu spędza z sześciorgiem wnucząt.

- Większość Pani ról filmowych to postacie panienek i dziewcząt. Co Pani czuje dzisiaj oglądając siebie na ekranie?

- Mialam dużo szczęścia. Minelo blisko czterdzieści lat, a filmy, w których grałam - szczególnie tryptyk "Sami swoi", "Nie ma mocnych", "Kochaj albo rzuć" - nadal śmieszą, są zywe, nadal ogląda je następne pokolenie. Pamiętam, że po castingu do "Samych swoich" wyjechałam z rodzicami na Węgry. Tam dowiedziałam się, że poszukują mnie przez radio, bo Sylwester Chęciński właśnie podjął decyzję. Musiałam przerwać wakacje, sama wracać pociągiem do kraju, bo niebawem miały zacząć się zdjęcia. To były piękne czasy.

- Podobno była Pani tak filigranowa, że dodatkowo charakteryzowano Panią na osobę masywniejszą?

- Zawsze byłam drobnokoścista, malutka, więc do scen z retrospekcji rzeczywiście musiano mnie specjalnie pogrubiać i postarzać. Zakładałam nawet specjalnie przyciasne rzeczy.

- Grając Emilkę, córkę Niechciców z "Nocy i dni", miała już Pani dzieci.

- Moje dziewczynki urodziły się w 1967r, a "Noce i dnie" kręciliśmy w 1975. Pamiętam że Stasia Celińska, grająca moją siostrę Agnieszkę, była jeszcze wtedy panną. Po zdjęciach spotykała sie z kolegami, a ja biegłam jak najszybciej do domu, bo tam czekała na mnie rodzina. Miałam jednak dużo szczęścia, że jako tak mloda aktorka poznałam Jerzego Antczaka, który był czlowiekiem szalenie aktywizującym aktorów do pracy. Wszystkich elektryzował wręcz do swietnego grania i dla wielu aktorów role w filmach Antczaka są najcenniejsze w ich dorobku. - Pani córki nie poszly w ślady zawodowe rodziców. Czy najmłodszy syn Krzysztof myśli może o aktorstwie?

- Krzysio skończył dziewiętnaście lat, jest rozsądnym chłopcem, nie mówi językiem młodzieży:"spoko, dozo, promo" i na szczęscie nie myśli o aktorstwie. Interesuje go socjologia.

- Jest Pani dziś szczęśliwa?

- W życiu jest coś wspanialego, bo nawet jesli się upadnie, można następnego dnia powstać.