Dlaczego w filmie "Sami swoi" Sylwestra Chęcińskiego niektórzy aktorzy mówią nie swoim głosem? Tajemnicę tą wyjaśnia Dariusz Kożlenko w swojej książce  "Sami swoi. Za kulisami komedii wszech czasów".

             Maria Szymańska                  Irena Malkiewicz-Domańska

- Szczęściem było na przykład to, że ktoś mi powiedział o pani Irenie Malkiewicz-Domańskiej. (...) Przyjechała. Wchodzi, a ja widzę, że nic z tego nie będzie, bo mam przed sobą prawdziwą damę, gwiazdę - przed wojną ze swoim ówczesnym mężem Jerzym Pichelskim stanowili parę amantów. Więc dziękuję, że przyjechała, mówię, że to świetnie, że może spróbujemy coś nagrać, ale już myślę, jak się z tego wycofać. Ona patrzy na te nakręcone sceny i pyta: no to pod kogo mam tu podłożyć głos? No, pod matkę Pawlaka, mówię. Aha, no proszę bardzo, proszę bardzo, mówi i pyta: a skąd ona, znaczy się matka, jest. Więc tłumaczę, że muszę tak celować z tymi dialogami, żeby i ci spod Wilna, i ci spod Lwowa uważali, że to jest ich. I że mam z tym trochę problemów, na przykład z imionami, bo pod Wilnem jest Kaziuk, a pod Lwowem - Kaźmierz. No, ale to trudno przeskoczyć. Ona słucha, słucha i znowu: aha. A potem usiadła i jak powiedziała To było coś takiego, że nagle zobaczyłem, że mam film. Bo tak się tylko mówi, zrobimy postsynchrony i problem z głowy. To jest bardzo trudne, żeby trafić z właściwym głosem. Więc jak ją usłyszałem, omal z fotela nie spadłem. Bo w myślach już widziałem, jak ona robi następny dialog, i następny, i wiedziałem, że ona z tego zrobi arcydziełko. I zrobiła. Gdyby nie ona, byłoby źle, bo z całym szacunkiem dla pani Szymańskiej, cierpieliśmy jak jej słuchaliśmy, bardzo źle mówiła. Nie miała wyczucia. Na początku myślałem, że jakoś to będzie, bo urzekła mnie jej twarz, ale twarz to nie wszystko, głos jest niezwykle ważny. Gdyby nie Malkiewicz-Domańska, która cudownie pogłębiła tę postać, nic by z tego nie było.

                                Władysław Hańcza                           Bolesław Płotnicki

Problem był też z Kargulem, bo Hańcza nie dopuszczał myśli, by grana przez niego postać mówiła innym głosem. Starał się więc dorównać Kowalskiemu, ale wszyscy na planie widzieli, że - mówiąc obrazowo - Kowalski chłopem jest, a Hańcza chłopa udaje. Starał się mówić kresową gwarą, ale nie wychodziło. Więc kiedy po ostatnich zdjęciach musiał iść do szpitala na zabieg, Chęciński skwapliwie skorzystał z jego nieobecności. Zatrudnił Bolesława Płotnickiego, który podłożył głos pod Kargula. Do końca utrzymywał jednak, że zrobił to przede wszystkim z powodu niedyspozycji zdrowotnej Hańczy.

                                Ilona Kuśmierska                                 Elżbieta Kępińska

W przypadku Witii i Jadźki dubbing nie był potrzebny, bo Chęciński doszedł do wniosku, że u dzieci kresowiaków brak akcentu nie będzie raził, więc ani od nich nie wymagał, by tak mówili, ani nie planował dubbingu. Ale nieoczekiwanie okazało się, że w przypadku Jadźki był potrzebny. Z innego powodu.​

- Zdjęcia zakończyły się w wakacje 1966 roku - wspomina Ilona Kuśmierska. - W październiku zaczęłam drugi rok studiów. Minął miesiąc i do dziekanatu przyszedł list z wrocławskiej wytwórni z prośbą o zwolnienie mnie na postsynchrony do filmu "Sami swoi". Zaczęło się piekło. Zostałam wezwana na dywanik do dziekana i usłyszałam, że nie miałam prawa bez pozwolenia grać w filmie. Granie w filmie nie mieściło się w ówczesnym programie warszawskiej szkoły teatralnej. I chociaż w końcu darowano mi przewinienie, na postsynchrony nie pojechałam. Głosu mojej Jadźce musiała użyczyć Elżbieta Kępińska

Książka Dariusza Koźlenki "Sami swoi. Za kulisami komedii wszech czasów" jest dostępna w www.Publio.pl